widoczny smutek

Posted by on Kwi 26, 2015 in Blog | 0 comments

Jakiś czas temu ukazała się moja pierwsza powieść kryminalna „Koniec gry”. Wcześniej zajmowałem się głównie pisaniem scenariuszy. Wiele osób pyta mnie o różnice w pracy nad tymi gatunkami, więc pomyślałem, że pokuszę się o kilka słów a propos. Pisząc powieść, odkryłem wolność. Nie musiałem kurczowo trzymać się „scenariuszowych ram”. Mogłem nie tylko opisać zdarzenia, ale także to, co ukryte za nimi. Mogłem przyjrzeć się temu, co głęboko schowane w człowieku. W scenariuszu zapis „Tomaszem targa niepokój” doprowadza reżysera do szewskiej pasji. Dlaczego? Bo dla oka kamery znaczy tyle co nic. Co innego: „Tomaszowi lecą łzy po policzku”. To jasny przekaz, smutek widoczny jak na dłoni. Operator bez kłopotu go wychwyci. Powieść daję szansę, by zatrzymać się na tych terenach, z których scenarzystę przeganiają z krzykiem i grożą palcem, by nigdy tu nie wracał. Scenarzysta musi być stale uważny jak saper na polu minowym. Zbyt dużo dialogów i jest kłopot. Dlaczego? Bo film to głównie obraz. Jeśli za dużo gadają to uśmiercamy podstawową ideę, jaką jest opowiadanie historii obrazem właśnie. Wyjątki od reguły oczywiście istnieją a przykładami z wielkiego ekranu niech będą Woody Allen czy Quentina Tarantino. W ich filmach postaciom nie zamykają się usta a mimo to nie ma mowy o nudzie. Kolejna zasada – pisząc didaskalia, czyli tak zwany tekst poboczny, musimy stale pamiętać o złotej zasadzie powściągliwości. „Tomasz mija przedpokój. Dochodzi do progu. Waha się. Zawraca. Wyjmuje papierosa z paczki. Zapala. Znów się waha. Zapala kolejnego. Znów idzie w stronę progu”. Zbyt dużo takich szczegółów i mamy gwarancję, że ciśnienie reżysera skoczy bez kawy. Dlaczego? Bo lubując się w zbyt rozległych opisach, wchodzimy w buty reżysera właśnie i próbujemy krępować jego wyobraźnię, czego nie znosi równie mocno jak braku ciszy na planie w trakcie ujęcia. W powieści możemy zatrzymać akcję, by przyjrzeć się z bliska emocjom bohatera lub opisać unoszący się w powietrzu zapach kwiatów, jeśli mamy na to ochotę. Jedynym barometrem tego co wolno a co zakazane jest intuicja pisarza. To on decyduje o proporcjach. To on sam musi wiedzieć, kiedy zaczyna przynudzać a kiedy przyśpiesza puls czytelnika; kiedy dodać dialog a kiedy pozostać przy opisie. Ta wolność ma swoje blaski i cienie. Można z niej zrobić użytek, pisząc fascynującą książkę lub się w niej zwyczajnie utopić, analizując przez kilkanaście stron kąt padania promieni słonecznych na stojący przy oknie regał. Tak to już jest. Wolność to trudna sprawa. Cytując Janusza Gajosa z filmu „Żółty szalik”: „Wolność to nie dowolność, panowie”.

Post a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *